poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Po powrocie: pytania pytania pytania

Spotkania z przyjaciółmi, pytania, pytania, pytania…

- Czy poczułam jakąś specjalną Obecność Ducha Bożego tam?
Przyjazd jest swego rodzaju rozczarowaniem dla nastawionych na natychmiastowe duchowe przeżycie. Mamy w myślach czy sercu obraz który stworzyliśmy sobie – zastygły statyczny obraz jaki nigdy nie istniał. Izrael to dynamika, walka. Będąc tutaj dłużej zaczyna się rozumieć i czuć. Nawet ciągły stan wojny przypomina to, co było ich udziałem przez całe stulecia.


- Co myślę o konflikcie palestyńsko- izraelskim?
Czuję sympatię zarówno do Izraelczyków jak i Arabów. Bo co ciekawe oba te narody wywodzą się od Abrahama. Zauważam jednak dziwną tendencję w prasie w Polsce i Europie – wspominanie o zamachach terrorystycznych i winach Palestyńczyków jest jakby politycznie niepoprawne. Natomiast co najmniej raz w tygodniu na takim na przykład onecie ukazują się informacje jacy Izraelczycy są niedobrzy i ile to przez nich zginęło niewinnych cywilów. Hmm...
Nie bronię wszystkiego, co izraelskie, jednak tony tych informacji, wywlekanie czasem skandalicznie odosobnionych wypowiedzi, wybitnie mijają się z atmosferą i sytuacją terenu, który poznałam. Być może polityka rządu jednego czy drugiego, grup takich czy innych musi być napiętnowana, jednak w sposób rzetelny, i nie aby przekonać czytelnika, że jeden lub drugi naród są z natury złe. Naród palestyński czy izraelski to normalne społeczeństwa podzielone według partii, poglądów politycznych, prądów religijnych i wyznań. To nie są monolity.

- Co zrobiło na mnie największe wrażenie?
Zawsze i wszędzie odpowiadam tak samo: pustynia. Zrozumienie czym jest pustynia i jak błędny jest nasz obraz piaszczystej Sahary, na której nikt nie mieszka. Pustynia Judzka, Negew czy Synaj to są skaliste miejsca, piękne, groźne i majestatyczne. Tam Bóg objawiał się na szczytach, tam przemawiał do ludzi. Tam mieszkają nomadzi – Beduini, i Abraham był jednym z nich. Tam pasie się stada, póki nędzna roślinność całkowicie nie wyschnie; a wiosną, gdy tylko spadnie odrobinę deszczu pustynia kwitnie! Okres kształtowania się społeczeństwa izraelskiego i ich uczenia się wiary, to etap życia nomadów, gdy wędrowali do Ziemi Kanaan.
***

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Szok kulturowy

Upał 35 stopni, po plecach spływa pot, duszno. Piję dużo wody, tak jak nauczyłam się tego na pustyni. Jestem szczęśliwa i rześka, opita słońcem i światłem. Brak mi tylko tych mocnych i jaskrawych kolorów bo to … Polska!

Na ulicach wciąż odruchowo szukam Żydów, odwracam wzrok za każdym ciemnym garniturem, ale to tylko biznesmeni a nie brodaci ortodoksi. Śmieszni gołogłowi mężczyźni, jednolite europejskie twarze. Policja i żołnierze jeśli już są, to bez broni. Śmieszna u mężczyzn stylizacja w ubiorze - ułożone na żelu jasnobrązowe włosy, bejsbolówki podobierane do T-shirtów i spodni. Po sportowych luznych lub ortodoksyjnych wschodnich ubiorach rzucają się mi w oczy obcisłe i przeraźliwie krótkie mini, za dużo makijażu i np w stylu podbitych lub rozmazanych po całonocnej imprezie oczu u dziewczyn. Tak opisuję polską ulicę teraz, dopóki nie utracę bliskowschodniego spojrzenia na nasz kraj. Tak oni nas widzą.


Mało interakcji między obcymi w sklepach i na ulicach; mało zróżnicowania etnicznego i brak rojnych kolorowych targów. Nie te owoce i nikt sie nie chce targować. Moje odruchowe: "a jeśli wezmę to to czy dostane taniej..." wywołuje popłoch w oczach u sprzedawców.


Napawam się tym obcym oglądem własnego kraju, wiem że to przywilej który szybko przeminie. Szok kulturowy w stosunku do własnego kraju to niezbędny etap powrotu.

Jest niełatwo. Tęsknię.


Wielbłąd się pasie na blokowisku na rogatkach Jerozolimy


Poki co, w dlaszym ciagu mnóstwo do opisania zostało. Będę kontynuować ten blog, chociaz mniej regularnie.


w izraelskiej starej winnicy


wspomnienia z lekcji z mapami geografii historycznej

środa, 8 lipca 2009

most z przeszlosci do teraz

14 czerwca 2009 w moim miasteczku Brzostku odbyła się wzruszająca uroczystość – rekonsekracji cmentarza żydowskiego.



W czasach mijego dziecinstwa wraz z innymi dzieciakami biegało się wszędzie, po różnych niebezpiecznych miejscach, wspinało się nad rzeką na skałki, bawiło się w starej zrujnowanej cegielni. Odkrywałam wtedy zakątki, które znajdują tylko dzieci. Ale nigdy nie słyszałam o żadnych żydowskich pozostałościach – ani w szkole, ani między nami nie padło słowo o tych czasach. Ten okres został wytarty ze zbiorowej pamięci i przemilczany. Czy to z powodów politycznych wówczas, czy to wciąż z powodu szoku – nie wiem. Po latach dowiedziałam się, że te budynki, które tak mi się podobały mają właśnie cechy żydowskiej architektury. Zobaczyłam spis mieszkańców wyznania mojżeszowego – ponad 500 osób. Ogromna większość zginęła rozstrzelana w pobliskich lasach lub zesłana do obozu zagłady w Bełżcu.



Jestem w Jerozolimie, która jest odległym egzotycznym światem i słysze o odnowieniu kirkutu w Brzostku, widze zdjęcia. Udało się odzyskać ponad czterdzieści macew, tkwiły gdzieś użyte do celów gospodarczych…


Odkrywanie innych pokładów mojego świata, który znałam tak dobrze jest odświeżające. Zdjęcia cmentarza, modlitwy kidusz, grania na szofarze, modlitwy przy miejscu pamięci – nagle ten mój świat tutaj sprzągł się ze światem dzieciństwa, tego z Brzostku. Ogromne wzruszenie.
Błogosławiony bądź Ty, Panie Boże, Królu Wszechświata, który odnawiasz to, co przeminęło…



wtorek, 7 lipca 2009

Wszyscy bogowie Egiptu i Mojżesz

Jerozolima, Monachium, Rzym, Monachium – rozstania, spotkania, rozstania, powrót do swoich… Przyleciałam do Monachium do kochanej rodzinki, pojechałam do Rzymu (na konferencję Society of Biblical Literature, która miała miejsce w Pontyfikalnym Instytucie Biblijnym), wróciłam do Monachium.




Tego samego dnia wybraliśmy się na wystawę pt. Tutenchamon. Można obejrzeć repliki wszystkiego co zobaczył archeolog Carter, gdy odkopał grób młodego faraona - jedyny mało obrabowany grób. Chociaż rabusie i tak się zakradli, chociaż Tutenchamon z racji skandalu wokół swego ojca reformatora religijnego/heretyka faraona Echnatona liczyć jedynie na bardzo skromny pochówek, bogactwo skarbów poraża. Nie przeszkadza mi, że to tylko genialnie wykonane repliki: oglądam wszystkich bogów Egiptu, wyrafinowane wzory, przepych złota i kamieni szlachetnych. Porównuje w myślach do wszystkiego, co oglądałam w Izraelu.






Izraelici musieli być pod wielkim wpływem sztuki, kultury i religii Egiptu – jakżeby inaczej? Byli wtedy jedynie pasterskim ludem, który nie wykształcił własnej odrębnej kultury, a zamieszkawszy w wyższym kulturowo Egipcie nie mógł nie podziwiać wielkich osiągnięć cywilizacyjnych imperium nad Nilem. Mojżesz sam wychował się i wykształcił na dworze faraona, przebywał tam do 40-stki. Całkowite odcięcie od religii i kultury Egiptu musiało go kosztować wiele trudu.





Pamiętam, że przybytek sporządzony dla Boga na pustyni przypominał podobne znalezione u Midianitów. Wtedy oglądając to, byłam nieco zdezorientowana, dlaczego Mojżesz wziął wzór od jakichś pogańskich ludów. Teraz powoli dociera do mnie, ze starał się uniknąć wszelkiego podobieństwa od kultury egipskiej. Wolał wzorować się na tym co widział u innych nomadów, u swojego teścia Jetro – kapłana midianickiego.


model przybytku

Patrząc na wyrafinowaną sztukę egipską zaczynam rozumieć, że całkowity zakaz sporządzania obrazów i figurek dla Izraelitów był prostą koniecznością. W Egipcie czczono wszystko, co widziało oko – wszystko było przejawem jakiegoś bóstwa: skorpiony, wężem, skarabeusze, ibisy, sępy…




Trudno wyobrazić sobie jak to jest uczyć ludu monoteizmu, gdy jest się otoczonym falami pogańskiego politeizmu. Gdy czytamy Stary Testament niejednokrotnie oburzają nas praktyki Izraelitów i nawet pewne decyzje Mojżesza. Nie wiemy jednak, jak bardzo były rewolucyjne na tle ówczesnego świata, nie widzimy jakimi trudnymi metodami Bóg uczył Izrael, że jest tylko jeden Bóg dobry i mocny, a inne siły- te demoniczne są stworzone i od niego słabsze. Dla nas jest oczywiste, ze Bóg i stwórca jest jeden, natomiast głupotą jest czczenie bożków. Parę tysiącleci wstecz nic nie było oczywiste: najsilniejsze i najbardziej rozwinięte imperium świata szerzyło wiarę w boga-sępa, boga-szakala itp. Bóg Jahwe objawiał się jakiemuś zakurzonemu Beduinowi - Abrahamowi, gdzieś w Mezopotamii i kazał mu wędrować na kraniec ówczesnego świata!

Przejście przez Morze Śródziemne – czyli odprawa w Tel Awiwie

Lotnisko w Tell Awiwie 3 godziny przed odlotem: Charles z Togo i ja jako pierwsi wyjeżdżamy z Jerozolimy, żegnani łzawo przez całą grupę. Ciężko odjechać po tym jak się pokochało ten kraj, Home for Bible Translators i współtowarzyszy doli i niedoli. Wszyscy przyjechali z nami by nas odprowadzić.


moi u´lubieni afrykanscy bracia - Ishaku i Charles
A na lotnisku już ustawiając się w kolejkę do odprawy wpadamy w ręce służb izraelskich. Nie wolno robić zdjęć. Zostajemy przepytani i wylegitymowani, okazujemy bilety, legitymacje z Uniwersytetu Hebrajskiego, paszporty i to nie tylko my, ale i nasi koledzy oraz administracja HBT, która nas tu odwozi. Grupa nieco podejrzana: Fin, Polka, Nigeryjczyk, Izraelka, Amerykanin, Azjata i kolega z Togo. Na pytanie kim jesteśmy dla siebie odpowiadamy chórem: Rodzina!

Rodzina :-)
Następnie oddzielają mnie od grupy i zostaję uraczona serią pytań. Pierwsze : czy mam w walizce jakieś pociski, broń palną lub inną - już tylko nieco mną wstrząsa. Rzeczywiście nie przyszło mi do głowy wziąć ze sobą pociski… bardziej się martwiłam czy książki nie obciążą mi walizek nadmiernie, ale w sumie mogłam też zapakować armatę :-)

Pierwsze przepuszczanie wszystkiego przez maszyny skanujące. Czuję się znów jak w ambasadzie izraelskiej 8 miesięcy temu, tylko miny obsługa ma bardziej zrelaksowane. Pozwalają mojemu przyłatanemu bratu z Nigerii oraz Amerykaninowi - mojemu nauczycielowi pomóc mi z bagażem. Ale to wzbudza kolejną serię pytań. Trzeba wpakowywać walizki gdzieś na ladę, otwierać, odstąpić, potem znowu prześwietlają, obwąchują, sprawdzają wykrywaczem metalu każdy kawałek w jednej walizce, drugiej podręcznej, w torbie, czym w komputerze niemal czyszczą mi na błysk ekran i podwozie. Wykrywaczem metalu sprawdzają ozdobną świeczkę! aparat fotograficzny, buty, Biblię po hebrajsku i sto innych rzeczy. Wypakowują wszystko, każdy kawałek metalu, kabla, przewodu i elektryczności jest wydobyty i przesłuchiwany na wypadek terroryzmu. Wypuszczają mnie w końcu, ale przy ladzie kawałek dalej Afrykańczyk Charles ma trudniej. Ciasno zapakowany bagaż jest rozwleczony wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu zabłąkanej maszynki do golenia.

Następnie udaje się nam oddać bagaż na odprawie biletowej i wydaje się, ze wszytko będzie już z górki. Żegnamy się z naszymi i przechodzimy do kolejnej przeprawy z kontrolą osobistą. A tu: znów ten sam ceremoniał! Bagaż przechodzi po raz trzeci przez skan, a potem my przez bramkę i tu kolejne rozpakowanie bagażu podręcznego, znów każdy kawałek walizki i torby jest skrupulatnie sprawdzony, każda rzecz obejrzana, przejechana wykrywaczem metalu, komputer sprawdzany po raz kolejny, aparat fotograficzny podobnie, znów pytania skąd znam czarnego kolegę Charlesa, z którym wymieniam uwagi w trakcie, co robiłam w Izraelu, gdzie studiowałam, dlaczego tutaj…
Obok mnie zupełnie nienękany przechodzi brodaty i pejsiasty rabin, który w objęciach trzyma ogromny zwój Tory, mogący rzeczywiście pomieścić ze 3 pociski. Rozmiarem Tora nie pasuje do wymiarów bagażu podręcznego; gwałci wszelkie normy bezpieczeństwa. Ech słodki Izraelu…

W Monachium wczesnym rankiem wita mnie deszcz siekący w twarz.

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Czy światynia zostanie odbudowana?



Czy mozliwe jest wskrzesić taką przeszlość?

Nasza ostatnia wyprawa w teren przed zakończeniem programu związana jest ze świątynią. Pierwszy etap to wizyta w Instytucie Świątynnym. http://www.templeinstitute.org/
Entuzjaści skupieni w nim od 20 lat pracują, prowadzą badania i tworzą rekonstrukcje do przyszłej świątyni. Cóż z tego że na placu świątynnym stoją dwa meczety, a ruszenie tam kamienia grozi wojną religijną całemu światu? Oni maja juz mnóstwo wyposazenia do przyszlej III świątyni. Rekonstrukcje są tak dokładne jak to tylko mozliwe, łacznie z instrumentami muzycznymi, świecznikami, strojami kapłanów itp.



Mika fotografuje model

Muhtar na tle menory


Nie wolno wchodzic bronią, nawet armii izraelskiej.



Potem wchodzimy na teren archeologów i spotykamy świątynię z bliska. A w zasadzie to, co z niej zostało.



Te olbrzymie kamienie zstały strącone 2 tys. lat temu i tak pozostały.
Dlaczego powinniśmy odbudować świątynię? Czy rzeczywiście jest to sprawa centralna dla całego świata? Czy Jerozolima jest centrum historyczno-duchowej rzeczywistości? Dla pracujących w Temple Institute te odpowiedzi są oczywiste. Proroctwa mówią o powrocie
Żydów do Ziemi Obiecanej i odbudowanie świątyni. Powstało państwo Izrael, (niezależnie od tego czy popełnia błędy i jaką politykę prowadzi) więc być może czas na świątynię?

Ale co z nami wierzącymi w Mesjasza Jeszuę? Czy fakt, ze zasłona się rozdarła, gdy Jezus oddał życie dowodzi faktu zbędności świątyni?
Żydzi mesjaniczni interpretują owo rozdarcie jako lament Ojca nad Synem, bo to jest gest żałoby tu na Wschodzie – rozdarcie szat.
Apostołowie i pierwsi chrześcijanie chodzili do świątyni i nie uznawali jej za zbędną. Zburzenie jej nastąpiło 40 lat po Chrystusie, czyli dwa pokolenia wierzących nadal nie oddzieliło się od wiary Izraela. Ale Nowy Testament mówi, że to my jesteśmy
świątynią Ducha.

Zobaczymy, gdy nastanie pełnia czasów…

MODELE I REKONSTRUKCJE

Oprócz modelu w Temple Instytut można podziewać większą makietę w Muzeum Izraela



Model całego miasta.





Podczas którejś z poprzednich wypraw oglądalismy ten model świątyni i Jerozolimy na rekonstrukcji w Muzeum Izraela. Jest bardzio szczegółowy i komentator objasnia nawet te elementy, które zostały odtworzone ale w ostatnich latach czy miesiacach badania archeologiczne zrewidowały poglad na ich kształt czy przeznaczenie. Fascynujace dla kazdego kto pragnie rzetelnej wiedzy historycznej i biblijnej.



Golgotha. Zaznaczone miejsce za bramą twierdzy Antonia, gdzie umarł Jezus. To ten pagórek z kamieni posrodku. Nie jest to wysoka góra jak sobie wyobrazamy, bo Jerozolima jest umiejscowiona raczej na pagórkach.



Brama, którą wejdzie Mesjasz (obecnie zamurowana) – pisałam o tym z okazji Wielkiego Czwartku.

Makieta w stodole w Anglii
Nie są to jedyne modele świątyni. Pewien farmer wybudował przepiękny model w swojej stodole w płn. Anglii!! Popatrzcie. Więcej http://kingdomengineers.wordpress.com/2009/04/27/farmer-builds-model-of-herods-temple/













Alec Gerrard i jego model

Tak wiec widac, że swiatynia jest w stałej odbudowie :-)

czwartek, 18 czerwca 2009

Jak tłumaczyć Księgę Przysłów i kwiaty

6 kultur ale o wiele więcej języków na naszych zajęciach dziś. Wykłada nam konsultant United Bible Society, który specjalizuje sie w przysłowiach biblijnych. Porównujemy nasze ludowe sposoby wyrażania mądrości - moje ulubione: "dla towarzystwa Cygan dał się powiesić" wywołuje śmiech. Tutaj tworzymy tak ciepłą i zwartą gromadę, że nierzadko chętnie robimy coś dla towarzystwa.

Pracujemy na hebrajskim, porównujemy obrazowanie w starożytnej hebrajskiej kulturze, w kulturze afrykańskich myśliwych i pasterzy, oraz azjatyckich nomadów. Pokładamy się ze śmiechu.

Patrząc na tłumaczenia Księgi Psalmów w różnych językach widać, jak trudno zrozumieć i przełożyć starożytne koncepty - my nawet czasem nie wiemy dokładnie o co im chodziło! Czy to ironia, czy może idiom, albo odwołanie do jakiegoś nieznanego zwyczaju...

Np. Przysł 15:30 : Jasne oczy radują serce, radosna nowina odświeża kości
W żadnym jezyku nie bardzo wiadomo czyje są te oczy, kogo radują i dlaczego. W oryginale nowina otłuszcza kosci, a oczy są świetliste - ale jaki to ma zwiazek z nowiną mozemy tylko się domyslać.

Niektóre języki brzmią strasznie zabawnie i bulgocząco: na nagraniu ponizej razem z Finem Miką błagamy Nigeryjczyka Ishaku, zeby powtórzył jedno z przysłow w jezyku Ngas



Ishaku i Mika

video

Jak zauwazył Michał, jeden z moich uroczych korespondentów, którzy wybaczają mi braki w odpisywaniu: Izrael zaskakuje oślepiająco kolorowymi kwiatami na tle skał i pustyni. Dla Ciebie, Michale -



sobota, 6 czerwca 2009

Cezarea Nadmorska i Pięćdziesiątnica



Moje posty robią się krótsze, na maile nie odpisuję… Syndrom przesytu i przemęczenia. Nie mam ochoty na zabytki i ruiny, nie mam ochoty na wiedzę – chcę być na plaży i zamienić się w element nadmorski bezrefleksyjny, unoszący się na wodzie w ciepłym Morzu Śródziemnym. To chyba jest życzenie większości populacji naszej części świata o tej porze, ale ja mam to morze niedaleko i nie mogę korzystać!

Ale nie przesadzajmy - jestem w tej ziemi, wokół kwitną granaty, awokado i figi nabierają kształtów i to wszystko w ogrodzie za drzwiami!

Ostatnia nasze wyprawa to była Cezarea Nadmorska – tam gdzie król Herod Agryppa przesłuchiwał apostoła Pawła oraz gdzie apostoł Piotr po raz pierwszy przyszedł do domu poganina (Rzymianina) Korneliusza i głosił Ewangelię. Wtedy Duch święty zstąpił na nich więc i Piotr nie mógł odmówić chrztu poganom. Dzieje Apost. 10:1-48 (Niesłychane wydarzenie dzięki któremu my wszyscy jesteśmy ludem Bożym; bo my przecież wywodzimy się z pogan, a nie z narodu wybranego! Tak łatwo chrześcijanom przychodzi arogancja i wywyższanie się ponad naród żydowski.)



Oglądałam resztki pięknego nadmorskiego pałacu z oszałamiającym widokiem na turkusowo-lazurową wodę i miejsca gdzie przemawiał Paweł tak potężnie, że o mało nie przekonał samego króla Heroda Agryppę (trzeciego Heroda z tej rodziny i jedynego przyzwoitego człowieka z tej dynastii). Mówił:
że Chrystus musi cierpieć, że On jako pierwszy, który powstał z martwych, będzie zwiastował światłość ludowi i poganom. (24) A gdy on to mówił ku swojej obronie, zawołał Festus donośnym głosem: Szalejesz, Pawle! Wielka uczoność przywodzi cię do szaleństwa. (25) A Paweł rzecze: Nie szaleję, najdostojniejszy Festusie, lecz wypowiadam słowa prawdy i rozsądku. (26) O sprawach tych wie przecież król, do którego też mówię śmiało, gdyż jestem przekonany, że nic z tych rzeczy nie uszło jego uwagi, bo też nie działo się to w jakimś zakątku. (27) Czy wierzysz, królu Agryppo, prorokom? Wiem, że wierzysz. (28) A na to Agryppa do Pawła: Niedługo, a przekonasz mnie, bym został chrześcijaninem” Dz 26, 23-28. Cała historia opowiedziana jest w Dziejach Apostolskich 25-26.



pod starozytnym akweduktem plazujemy, jemy, chronimy się przed słoncem... morze cudowne... ciepłe

Minęła Pięćdziesiątnica czyli nasze Zielone Świątki. Tutaj to świeto podkreślone jest prawdziwą żydowską Pięćdziesiątnicą czyli świętem Tygodni (siedmiu) – Szawuot, i to jest świeto plonów. Tutaj zbiory sa dwa razy w roku, a tradycyjny rok konczył sie w lecie.
Będziesz obchodził Święto Tygodni, pierwocin, żniwa pszenicy i Święto Zbiorów przy końcu roku. (Ks. Wyjścia 34:22, Biblia Tysiąclecia)

Nigdy wcześniej nie widziałam tego powiązania – „plon gotów do żniwa, ale robotników mało” a potem dokładnie w Szawuot zesłanie Ducha świętego i przygotowanie robotników – Kościół. „Lecz my zawsze winniśmy dziękować Bogu za was, bracia umiłowani przez Pana, że wybrał was Bóg do zbawienia jako pierwociny przez uświęcenie Ducha i wiarę w prawdę.” (2 List do Tesaloniczan 2:13, Biblia Tysiąclecia)

pleciemy wianki na głowę - radosne święto!

Święto to spędziłam w Jad haSzmona - wiosce Żydów mesjanicznych na nabożeństwie – pikniku, na który zjechały się setki ludzi z całego Izraela. Języki, rasy, kolory skóry, wyznania – z trudem powstrzymywałam łzy wzruszenia, było jak w tamten dzień. I ta radość.




Ale najbardziej wzruszające było słyszeć jak własny jego naród wysławia Mesjasza po hebrajsku! Gdy Żydzi z Galilei tańczą dla swojego Maszijah Jeszua.

video

A na końcu grupa chrześcijan z Ugandy spiewała i modliła się za Izrael a potem tutejsi modlili sie za Afrykę. I było tak jak u Izajasza:

Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, (3) mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie - z Jeruzalem. Iz 2,2-3

video

czwartek, 4 czerwca 2009

Stare Miasto, pustynia i rodzina

Kochani
Słońce zaczyna palić. Rodzinka kochana odwiedziła Święte Miasto i zamieszkała na Via Dolorosa przy stacji 4, ale w sercu muzułmańskiej części starego miasta. Wprawdzie mają do wszystkich ważnych miejsc rzut beretem, ale też minaret zaraz przy uchu i muezina nawołującego do modlitwy 5 razy dziennie. Stare miasto w tamtym miejscu to trochę jakby farsa na temat 3 wielkich religii świata: na wąziutkiej uliczce turyści, klękające pielgrzymki, które starają się odprawić drogę krzyżową we wszystkich językach świata; ortodoksyjni Żydzi i chasydzi w czarnych chałatach, białych pończoszkach i futrzanych czapach rodem z XIX wiecznej Polski torujący drogę w kierunku Placu Świątynnego; przekrzykujący się muezini, Arabowie starający się handlować czym się da, no i wojsko izraelskie, które ma zabezpieczać spokojne przejście na trasie do Muru Płaczu.

wszędzie armia
Pielgrzymki miewają swych ochroniarzy, którzy odpychają pojedynczych turystów… Kolory, emocje i zgiełk – jak to na Bliskim Wschodzie. Ale tutaj zawsze tak było.
Ziemia Obiecana to „święty pomost” między kontynentami, kulturami, niebem a ziemią.


Wczoraj wyprawa na Pustynię Judzką. Pod Masadą prawie 40 stopni w cieniu, a na Masadzie, na którą wreszcie udało mi się dotrzeć :-) to nawet nie chcę myśleć.


ratunku jaki upał


rodzinka


Maja jako babcia


widok z twierdzy na Morze Martwe i góry w Jordani

Herod Wielki był genialnym szaleńcem, zbudował przepiękną twierdzę i pałac na najwyższym wzniesieniu nad Morzem Martwym. Nam ciężko było obejść te ruiny w palącym słońcu, widzieliśmy tam więdnące kaktusy, a on kazał ludziom kuć tam tunele i cysterny! Ale Rzymianie zdobyli to gniazdo na rozpalonych skałach!

Potem odpoczynek na słonej plazy w En Gedi
słona plaza i widok na Jordanię